Spojrzenia

_DSC1580-1000 (1)

Czasami nie potrzeba tysiąca słów. Czasami wystarczy jedno spojrzenie.

Była sroga zima. Wychodziliśmy z centrum handlowego i wtedy ona nas zaczepiła. Padał śnieg, było bardzo zimno. Poprosiła o kilka złotych na bułkę dla dziecka. Ukradkiem obcięłam ją wzrokiem i odpowiedziałam, że nie mam gotówki, bo używam karty kredytowej. Grzecznie przeprosiła i odeszła. Zaczęliśmy pakować do auta zakupy. Kilka nowych ciuchów, wiśnie w czekoladzie i pistacje, które tak uwielbiam. Odpalił auto, a ja jak najprędzej rozkręciłam ogrzewanie na maksa, żeby poczuć się w końcu komfortowo. Ruszyliśmy, a ja zaczęłam szukać w torbach wisienek. Słodkie bułki, ser, banany, jogurty… Przekopywałam się przez stertę zakupów. I nagle zobaczyłam jej oczy. Wyraz jej spojrzenia wrócił do mnie.
– Zawracaj.
– Co?
– Zawracaj. Oddamy zakupy tej pani.
– Julka…
– Zawróć proszę.
Parking – prawie pusty – był cały zaśnieżony, było już ciemno. Słyszałam cichą pracę silnika i podmuch ciepłego powietrza przerywane przez ruch wycieraczek na szybie.
– Nie widzę jej…
– Objedź w kółko.
Zniknęła.
Pozostał mi po niej wyraz oczu proszących o bułkę dla dziecka.
Byłam tak zaabsorbowana swoim komfortem – tym, że było mi zimno i chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu – że nie zauważyłam, że ta kobieta naprawdę potrzebowała mojej pomocy.
Do dziś pamiętam opatuloną twarz i te blado niebieskie oczy.
Tamtego wieczoru po raz pierwszy w życiu nie potrafiłam zjeść moich ulubionych wiśni w czekoladzie.

Wracałam z uczelni. Zaparkowałam auto przed moim ulubionym sklepem spożywczym, aby zrobić codzienne zakupy. Ulubiony, bo mogłam zaparkować przy samych drzwiach, skąd bez obaw wystarczyło kilka kroków aby wejść do środka. Kawałek dalej był punkt ksero. Oceniłam stan chodnika na równy, więc postanowiłam pójść i tam, żeby wydrukować sprawozdanie z zajęć. Przeszłam kawałek i straciłam równowagę. Upadłam. Za krótką chwilę zatrzymała się przy mnie dziewczyna na rowerze i zapytała czy może mi jakoś pomóc.
– Tak. Trzeba mnie podnieść na proste nogi. Ale sama pani nie da rady.
– To zaczekam z panią chwilę.
Odstawiła rower i usiadła przy mnie na chodniku.
Siedziałyśmy tak sobie w centrum Łodzi razem na chodniku.
Próbowałam wytłumaczyć jej, że mam problemy. Że choruję, że chodzę, ale jak stracę równowagę, to już sama tak w terenie się nie pozbieram. Jednak łzy cisnęły mi się do oczu i nie potrafiłam nic powiedzieć. Spojrzałyśmy tylko na siebie, a ona uśmiechnęła się i złapała moją dłoń w swoją. Nie pamiętam jaki kolor miały jej oczy, ale pamiętam ile siły dały mi w tamtej sytuacji.
– O tramwaj przyjechał. Idą jacyś panowie. Jest dobrze.

Czułam, że wszystko mi się wali. Pierwszy raz nie zaliczyłam sesji w terminie, ledwo wyszłam ze szpitala ze złamanym nosem. Tyle osób było dookoła mnie, a ja bez przerwy czułam, że jestem sama. Zamykałam drzwi swojego własnego jednopokojowego mieszkania i nawet jak ktoś pukał, to udawałam, że mnie nie ma. Wstać po to, by coś zjeść i dalej iść spać. Nie pamiętam ile to trwało.
Aż ją zobaczyłam. W łazience na wprost mnie. Odbijała się w lustrze. I jej oczy – lekko smutne z ledwo zauważalnym odbiciem światła. Czarne, a może jasno brązowe. To było dziwne, ale zapytałam się jej czemu jest taka smutna. Nie potrafiła odpowiedzieć. Wpatrywałam się w nią dobrą godzinę, może nawet dłużej. Aż przyznała, że właśnie zrozumiała, że już bardzo dawno nie była w swoim domu, gdzie czekają na nią osoby z którymi chce się dzielić wszystkim. Obiecałam jej, że niebawem tam będzie. Zaświeciły się jak pochodnie.

Ile czasu jedzie winda z czwartego piętra na parter? To chyba zależy od windy. Jego oczy wpatrzone w moje wpatrzone w Jego oczy. Odkąd ruszyła i dopóki się nie zatrzymała. Gdzieś wszystko zniknęło poza tą windą. Windy też chyba nie było. Tylko te spojrzenia i ich odbicia. O nic nie proszące i nic nie obiecujące. Dające coś czego nie da się określić jednoznacznie. A później ta nieodparta chęć ciągłej jazdy windą…

Gdyby nie te spojrzenia – nie byłoby mnie tu gdzie jestem. Nie byłabym taka jaka jestem. Czasem przypadkowe, z pozoru nic nie znaczące, a jednak wzbogacające osobowość w najbardziej finezyjny sposób.

W rozmowach często odwracamy wzrok. Bojąc się, że ktoś może zobaczyć zbyt wiele. Nie obawiajmy się patrzeć w oczy innych, mają nam tyle do zaoferowania!

Podoba Ci się? Skomentuj!