Czarna magia świąt

natural-christmas-tree-1162003-1600x1200 (1)

Święta to dla wielu osób okres bardzo stresujący. Często, zamiast radości i rodzinnej atmosfery czujemy frustrację i zmęczenie. Mało tego. Bywa i tak, że bożonarodzeniowe spotkania są dla nas przymusem.

Pod koniec roku jesteśmy przeciążeni – pracą, całorocznymi wydarzeniami, niefajną aurą pogodową. Przygotowania do świąt wymagają od nas dodatkowych nakładów energii.

 

Zawsze zastanawiałam się nad tą przedświąteczną pogonią. Każdy z nas wie jak to jest… najpierw solidne zakupy, dźwiganie tych cięzkich toreb, ciągle myślenie co jeszcze potrzeba… W międzyczasie kalkulowanie wydatków, zastanawianie się co kupić bliskim na prezent. I te myśli jak będzie w tym roku… bo coś tam w rodzinie nie gra. Porządki, zakupy… O jeszcze choinkę trzeba kupić. Pierogi ulepić. Nagle okazuje się, że czegoś nie ma – kolejna wyprawa do sklepu. I takie koło aktywności wciąż się kręci… Jeszcze karp! Szybko, bo w tamtym roku wykupili wszystkie i był sum zamiast karpia. I już w sam dzień wigilijny od samego rana pęd jeszcze większy… No bo tyle do zrobienia. Powoli zaczynasz czuć ten klimat. Lekkie poddenerwowanie i towarzysząca mu jakaś podniosłość. Stół już prawie nakryty. O nie! Kolejny stres… Sianka pod obrus nie ma… Dobrze, ża masz szynszyla i zgodnie z świątecznym przekazem dzieli się z tobą odrobiną suszonych ziółek.

 

I chwila najważniejsza… Wszyscy gromadzą się wokół stołu. Twoi bliscy… Na stole leży opłatek. To ten moment dla którego było to wszystko. Choć dla niektórych, to tylko już ostatni etap, aby w końcu skosztować pyszności, które leżą na stole. Podchodzisz do swoich bliskich, patrzysz im w oczy. Wyznajecie sobie to, co jest dla was najistotniejsze i najważniejsze. Dzielicie się tym co najlepsze… Dziękujecie i jesteście wdzięczni…

 

Często jednak prawda jest taka, że patrzycie sobie w oczy i czujecie się zmieszani. Bo w zasadzie, to nie pamiętacie, kiedy sobie w te oczy patrzyliście. I jakieś takie obce wam się one wydają. Czego sobie można życzyć? Bo albo mówimy sobie o tym na co dzień, albo w zasadzie powtarzamy automatycznie „zdrowia, miłości i pieniędzy”. I kiedy już tak z wszystkimi sprawę zakończycie możecie w końcu odetchnąć z ulgą i zacząć jeść wigilijny barszcz, czy tam pierogi.

 

Dlaczego święta budzą w nas dwuznaczne uczucia?

Dzieje się tak, ponieważ czekamy na święta, bo założyliśmy sobie, że to będzie idealny czas na odbudowanie więzi z bliskimi. Na poświęcenie czasu dziecku, które zaniedbywaliśmy cały rok. Na okazanie uczuć żonie z której zdaniem nie liczyliśmy się podczas podejmowanie ważnych decyzji. Wydaje nam się, że w ciągu jednego wydarzenia rozwiążemy wszystkie nasze problemy. Czasami nawet mamy nadzieję, że sam fakt, że ono nastąpi sprawi, że wszystko się naprawi. Bo przecież święta są takie prorodzinne, więc sam świąteczny klimat sprawi, że znowu staniemy się wzorcową rodziną i nasze więzi odżyją.

 

Jak jeden dzień może zmienić cały rok pracy? Z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że czasami jeden dzień może zmienić wszystko.

 

Jest w tym trochę prawdy. Magia świąt – nie bez powodu istnieje taki termin. Chodzi o to, że przed świętami ogarnia nas wszystkich przyjemne podniecenie, namiastka szczęścia i tacy jacyś łagodni bardziej jesteśmy. To takie modelowanie – udziela nam się nastrój innych ludzi – lampki w gablotach sklepowych, świąteczne melodyjki emitowane w każdym radio, śnieg który kojarzy nam się z beztroskim dzieciństwem i jazdą na sankach – to wszystko wpływa na nas pozytywnie.

 

Sytuacja kiedy małe dziecko zaczyna płakać, bo widzi inne płaczące odnosi się wtedy też do nas – emocje innych przechodzą na nas samych, a emocje przed świętami – trzeba przyznać – są bardziej pozytywne niż w innym czasie. I właśnie tacy pozytywnie nastrojeni zasiadamy do wigilijnych stołów pełni nadziei, że nasze życie rodzinne i osobiste ulegnie poprawie właśnie dzięki tym świętom.

 

I czasem faktycznie tak się dzieje. Klimat świąteczny udziela się przecież naszym bliskim. Zaniedbywana żona przychylniej patrzy na swojego męża, dostrzega więcej pozytywnych cech w nim samym. Dzieciom też wydaje się on być bardziej tatusiowy – no bo przecież jest, kupił prezenty i w końcu poświęcił im kilka chwil uwagi. Magia świąt działa.



Odpowiedzmy sobie jednak na jedno pytanie. Po świętach wraca codzienność a wraz z nią wszystkie niewygodne myśli, niespełnione potrzeby i pragnienia. Chwilowe fałszywe poczucie poprawy sytuacji znika z naszej świadomości zostawiając jeszcze większą frustrację w nas samych. Co wtedy robić? Czekać na kolejną magię świąt?

Podoba Ci się? Skomentuj!