Kuchnia wspólnego związku

4

Na pewne nieciekawe seminarium musiałam przeczytać pewną ciekawą książkę. „Rodzina partnerska jako relacja współzależnych podmiotów” autorka – Joanna Ostrouch-Kamińska – napisała, że większość osób z którymi rozmawiała podczas pracy nad materiałem przyznała, że „nie była przygotowana do funkcjonowania w codzienności przepracowanej rodziny”. Nie była, bo rozpoczynając wspólne życie, małżonkowie, oprócz wymiany ogólnych wyobrażeń odnośnie do kształtu swojego życia, nie znali swoich nastawień, na przykład do kariery czy dużego zaangażowania czasowego partnera w jego hobby.

Tworząc rodzinę we współczesnych czasach musimy zmierzyć się z wieloma dylematami, które często wiążą się z przedefiniowaniem wyobrażeń na temat związków i rodzicielstwa. Z jednej strony od dziecka jesteśmy bombardowani stereotypowymi wzorcami roli kobiety i mężczyzny, chociażby w wielu bajkach, gdzie występuje motyw księżniczki, której los zostanie odmieniony, jedynie poprzez pojawienie się walecznego księcia. Dalej kultura, szczególnie książki i film promuje miłość romantyczną, gdzie bardzo wyraźnie rysowane są role płciowe kobiety i mężczyzny, a obraz taki zazwyczaj bywa sprzeczny z rzeczywistością. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dodatkowo nasi rodzice tworzyli związek patriarchalny – ojciec był głową rodziny, a matka zajmowała się głównie dbaniem o dom i opieką nad dziećmi. Pojawia się wewnętrzny konflikt, ponieważ w opozycji do takich schematów w dzisiejszych czasach trendem jest rozwój i indywidualizm. Kobieta osiąga spełnienie nie tylko w roli matki i żony dbającej o ciepło domowego ogniska, ale też w sferach zawodowych. Za tym argumentem stoi chociażby fakt coraz późniejszego decydowania się na założenie rodziny, a tym bardziej posiadanie dzieci. W pierwszej kolejności należy zdobyć wysokie wykształcenie oraz wyrobić sobie pozycję zawodową, która pozwoli na szybki powrót do pracy po urlopie macierzyńskim. Temu zjawisku sprzyja polityka społeczna nastawiona na zwiększanie aktywności zawodowej kobiet – na przykład „Kobiety na politechniki” czy wszelkie programy unijne, których jednym z priorytetów jest wspieranie aktywności zawodowej kobiet. I nie mówimy już tutaj o podjęciu przez kobiety pracy w celu zarobkowym, „podreperowania” budżetu domowego, tylko o świadomej karierze, która bardzo często pochłania dużą część energii i zasobów.

I tutaj zaczyna się wyzwanie, któremu współczesna rodzina musi podołać. Bo ideałem jest związek partnerski oparty na wspólnym zrozumieniu, równość w wypełnianiu obowiązków domowych, możliwość realizacji aspiracji zawodowych obu stron. Kiedy do rodziny dołączy dziecko, poprzeczka się podnosi, bo młodemu człowiekowi należy zapewnić odpowiednie warunki do rozwoju. Celowo użyłam określenia młody człowiek, gdyż wskazane jest aby dziecko traktować jak osobę równą sobie, z poszanowaniem jego zdania i uczuć. Wszystko pięknie brzmi w teorii, ale w praktyce wygląda to tak, że dwie osoby o różnych wzorcach i wyobrażeniach na temat rodziny, muszą stworzyć w miarę stabilny team, potrafiący funkcjonować w społeczeństwie. Jak przedstawiła w swojej pracy Ostrouch-Kamińska, niestety, ta równość w związkach jest bardzo często pozorna. Wciąż w dużej mierze większość obowiązków domowych przypada kobietom, podczas gdy mężczyźni wspierają je tylko w niewielkim stopniu.

Ale uwaga! To wcale nie wynika tylko z męskiego podejścia! Okazuje się, że często to same kobiety nie pozwalają na równy podział ról. Wiele z nich z jednej strony chciałoby sprawiedliwego podziału obowiązków, a z drugiej wolą wypełniać je osobiście, gdyż nie wierzą, że ich partnerzy zrobią coś równie dobrze jak one same. Wystarczy im sam podziw partnera za to jak doskonale sobie radzą oraz okazanie zrozumienia. Do takiego postępowania motywuje je także osiągnięcie pewnego prestiżu społecznego – bycia postrzeganym jako kobieta która realizuje się zawodowo, jest doskonałą matką, a do tego ma zawsze świetną fryzurę, ubiór i paznokcie. Nie dość, że tych ról jest coraz więcej, to zmienił się także model rodziny. Kiedyś w opiece nad dziećmi pomóc mogli dziadkowie, a dziś młode pary mieszkają same, często bardzo daleko od swoich rodziców. Pojawia się więc dylemat, czy wynająć opiekunkę dla dziecka, której de facto trzeba zapłacić? Niektóre kobiety odczuwają duże wyrzuty sumienia, że ich dziećmi opiekuje się ktoś inny. W jakimś stopniu próbują sobie to racjonalizować, uznając że liczy się jakość a nie ilość spędzanego czasu z pociechami. Potrzeby partnera są spychane na niższe szczeble drabiny ważności, a nawet jak pojawi się okazja do spędzenia wieczoru tylko we dwoje, to często występują wyrzuty sumienia i poczucie bycia złą matką. Bo taka kobieta myśli sobie, że ten czas powinna poświęcić dziecku. Kobiety nie mają łatwo!

Dzisiejsze czasy dają nam wolność wyboru, ale co za tym idzie, trzeba samemu ponieść odpowiedzialność za podjęte decyzje. Kiedyś rola kobiety i mężczyzny była dokładniej określona, zawierała się w sztywnych schematach. Każdy wiedział jaką rolę pełni w rodzinie i raczej trzymał się z góry napisanego scenariusza. Dziś wszystko zależy od partnerów – od ich wspólnych decyzji, tego co uzgodnią między sobą, a przede wszystkim wypracują. Jak napisałam wcześniej, dwoje obcych dotąd sobie ludzi spotyka się i konfrontuje, bardzo często różne, swoje własne przekonania, wyobrażenia, ideały. I to od samego początku od obydwu stron zależy, jak będzie wyglądało ich wspólne życie. Nie jest to łatwe w czasach konsumpcjonizmu, gdzie rzeczy, które nie działają, można szybko wymienić na lepsze i sprawniejsze. Związek to nie jest gotowy produkt, a raczej składniki. I choć stereotypowo kuchnia jest domeną kobiet, to smak związkowej potrawy zależy od wspólnej pracy obu stron, tym bardziej że podobno faceci są równie dobrymi kucharzami (a jak sami często twierdzą nawet lepszymi od kobiet). I tego życzę każdej pani – aby partner był równie zaangażowany w kuchnię ich wspólnego związku.

 

zdjęcie wyróżniające: shutterstock.com

Podoba Ci się? Skomentuj!

Dodaj komentarz