Miesiączka, rodzenie, szacunek – krótka historia kobiecości

15950609978_c4653968b0_b

Ten temat długo dojrzewał w mojej głowie, a zapoczątkował go arcyciekawy wykład o rodzinie prowadzony przez niesamowitą osobę pani Bożeny Keff-Umińskiej – poetki, eseistki i działaczki społecznej. Materiał powstał w oparciu o notatki z wykładu i lekturę książki Elizabeth Badinter „Historia miłości macierzyńskiej” (polecam!). Kończąc wstęp – zapraszam Was w podróż – w samo sedno esencji kobiecości. Tzymajcie się mocno, bo temat wzbudza emocje!

Około 70 tysięcy lat p.n.e.

Panuje wtedy okres polodowcowy. Jest bardzo zimno przez co bardzo trudno zdobyć pożywienie. Ludzie (a raczej hominidy, bo to nie był ten sam homo sapiens co teraz) są bardziej samotnymi łowcami niż istotami społecznymi. Kobiety same wychowują dzieci, ale ze względu na brak pokarmu często porzucają noworodki na pastwę tygrysów szablozębnych i lwów jaskiniowych. Brzmi okrutnie, ale okrutne były także tamte czasy. Jednak ówczesnym niewiastom to również się nie podobało. Nie do końca wiadomo jak – udaje się zorganizować kongres gdzieś na polanie. Kobiety ustalają między sobą że karmienie dzieci, zdobywanie pokarmu i dbanie by do domu nie wdarły się dzikie bestie to trochę za dużo jak na ich możliwości. Postanawiają więc zaangażować w życie rodzinne mężczyzn. Jak? Poprzez bardzo prosty zabieg, który nawet dziś jest jeszcze spotykany. Nie ma mięsa – nie ma seksu. Nie wiadomo jak wszyscy dogadali się między sobą, bo mowy jako takiej jeszcze nie było, ale widocznie dla chcącego nic trudnego. Od tamtego czasu kobiety pilnują ognia, podczas gdy mężczyźni polują na zwierzynę.

Kobiety zrobiły również użytek z miesiączki – te specjalne dni panie zaznaczały poprzez malowanie swych twarzy krwią. Był to wyraźny sygnał dla mężczyzn że czas wyruszyć na łowy. (Podobno stąd wziął się rytuał malowania ciała). Okres był czymś pozytywnym, oznaczał płodność i dostatek, dopiero później sytuacja się odwróciła, ale o tym za chwilę.

Były to złote czasy dla kobiet, w ich rękach spoczywała władza. Jednak do polowań były potrzebne narzędzia, które stawały się coraz doskonalsze. Tak powstała broń i od tego czasu zaczęły się konflikty pomiędzy mężczyznami o władzę, którą ostatecznie przejęli. Przyczynił się do tego jeszcze jeden fakt…

10 000 p.n.e.

Początek rolnictwa wiązał się mocno z własnością. Taką własnością mężczyzny była również kobieta, która w tamtych czasach niewiele znaczyła. Odwróciła się symbolika, bo to mężczyzna był na głównym planie – nawet jeśli chodzi o rodzenie. To on zakładał gospodarstwo, obsiewał pola i to w końcu on dawał nasienie dla nowego ludzkiego życia…

350 p.n.e.

Takie podejście utrwalił Arystoteles. Według niego mężczyzna dawał nasienie, a kobieta była tylko doniczką do rodzenia. Miesiączka przez słynnego filozofa została zinterpretowana zaś w niezwykle kreatywny sposób: kobieta nie ma tak doskonałego układu trawiennego, dlatego co miesiąc musi wydalić resztki. To już całkowicie przeważyło na zmianie podejścia do miesiączki – z celebracji do pogardy.

400 n.e.

Każdy zna świętego Augustyna, ale mało kto wie jak bardzo nie lubił on kobiet. A na ich nieszczęście był osobistością bardzo wpływową. Otóż Augustyn z Hippony założył, że człowiek nie ma nic wspólnego ze zwierzętami, a dusza kontroluje ciało. Według świętego idealnym aktem seksualnym był taki, w którym nie okazywano żadnych emocji. Wpajano więc ludziom że żądze należy poskramiać. Skutek tego był taki, że tłumione emocje i pożądanie do kobiet objawiały się w formie nienawiści i agresji wobec nich. Zresztą kościół otwarcie zachęcał do bicia nieposłusznych żon. Taka sytuacja utrzymywała się bardzo długo, szczególnie wśród niższych warstw społecznych. Do dziś można znaleźć przejawy agresji, której źródło leży właśnie w naukach kościoła.

Wiek XVIII

Rewolucja przemysłowa była nie tylko szansą na rozwój ekonomiczny. Wykorzystały ją również kobiety. Po wielu latach ucisku mężczyzn to była doskonała szansa na uwolnienie się od domowego kieratu i przemocy. Potrzebne były ręce do pracy, więc kobiety bardzo chętnie porzucały obowiązki macierzyńskie by zająć się interesami lub poświęcić nauce czy bywaniu na salonach. To wtedy zrodziła się instytucja mamki – taki odpowiednik dzisiejszej niani w wersji hard. Dziecko tuż po urodzeniu oddawano do kobiety (zazwyczaj z niższej warstwy społecznej), która opiekowała się nim do około 5 roku życia. Po pierwsze było to wygodne, a po drugie modne. Kobiety mocno wtedy wierzyły, że karmienie piersią zabiera urodę. Chętnie więc wydawały swoje pociechy do opiekunek, które potrafiły nie przewijać dzieci po kilka dni i wieszać je na hakach pod sufitem w celu uniknięcia pożarcia przez zbłąkaną w izbie świnię. W takich warunkach śmiertelność dzieci była zatrważająca.  Sytuacji zaczęli przyglądać się urzędnicy, gdyż potrzebni byli ludzie do prac w fabrykach, które w tamtych czasach szerzyły się jak obecnie wycinka drzew w Polsce. Obmyślono więc chytry plan który miał zachęcić kobiety do samodzielnego wychowywania dzieci. Po pierwsze zaczęto chwalić urodę mamek (czyli burzono mit że karmienie piersią odbiera wdzięki). Po drugie wprowadzono wiele instytucji, gdzie propagowano wizerunek matki poświęcającej się dziecku i mężowi. W taką nową rolę obsadzono kobietę. Oczywiście bez pozbawienia jej obowiązku pracy w fabryce czy zakładzie rzemieślniczym swego małżonka. Zrodziła się nowa kobieta u nas znana pod nazwą Matka Polka.

Wiek XIX i XX

Znalazły się jednak takie panie, które nie poddawały się mocnym oddziaływaniom społecznym i walczyły o reformę prawa rodzinnego, prawo wyborcze i ekonomiczne warunki życia kobiet (pierwsza fala feminizmu) oraz kwestie kobiecej seksualności, prawa do aborcji (druga fala feminizmu). I choć ich działania były krytykowane także przez kobiety nie utożsamiające się z feministkami, to właśnie tamtym wojowniczkom zawdzięczamy dzisiejszą sytuację…

DZISIAJ

No cóż… ideałem jest związek partnerski oparty na wspólnym zrozumieniu, równość w wypełnianiu obowiązków domowych, możliwość realizacji aspiracji zawodowych obu stron. Pisałam więcej na ten temat tutaj. Na pewno w mniejszym lub większym stopniu gnieżdżą się w nas przekonania wpajane kobietom w tych wszystkich epokach. Ale jak jest – odpowiedzcie sobie sami. Niby jesteśmy nowocześni, ale wystarczy spojrzeć na przypadek Rupi Kauer – pisarki i performerki, która swoją sesją zdjęciową na zakrwawionym od miesiączki prześcieradle przyprawiała cenzurę Facebooka i Instagrama o zawroty głowy. Zresztą ostatnio wyszła jej wyśmienita książka, która ukazuje esencję kobiecości, porusza tematy o których nikt nie chce mówić, a którą każda kobieta przeczytać powinna:

mleko i miód okładka książki rupi kaur

No cóż – bycie kobietą to skomplikowana sprawa :-)

 

Książkę możesz kupić tutaj

 

zdjęcie wyróżniające:Elido Turco – Gigi via Foter.com / CC BY-NC-SAElido Turco – Gigi via Foter.com / CC BY-NC-SA

Podoba Ci się? Skomentuj!

Dodaj komentarz