Niebieskie piórko

5

Twórcze kreowanie własnej rzeczywistości, energia kosmosu, siła myśli, potęga wiary. Ostatnio nastała moda na rozwój osobisty, coraz więcej osób interesuje się własną samoświadomością. Zapotrzebowanie stworzyło produkt, który można sprzedać- poradniki jak żyć szczęśliwie, jak osiągać sukces i jak odnaleźć samego siebie wśród tego syfu, który nas otacza.

Lubię taką tematykę. Lubię mieć poczucie, że robię coś dla siebie- choćby czytać takie właśnie książki. Ale wiecie ile pozycji przerzuciłam i nie wyciągnęłam z tego nic oprócz próżnego przekonania, że się rozwijam, bo je czytam? Ba! Czasem wystarczyło, że zakupiłam kilka poradników, które wylądowały w szufladzie i nie zostały nigdy otworzone.

Jakiś rok temu nabyłam sobie dziennik coachingowy. Taką ćwiczeniówkę dla dorosłych, która pomaga zrozumieć samego siebie. W ramach postanowień noworocznych otrzepałam go z kurzu i systematycznie zaczęłam wypełniać. Według autorów na dziennik należy poświęcić 30 min dziennie- ja poświęcałam mniej niż 10.
Jednym z zadań było wypisanie sobie celów do osiągnięcia na najbliższe pół roku w każdym z ośmiu obszarów. Według autorek były to: otoczenie, kariera, rekreacja,, zdrowie, rozwój osobisty, rodzina/przyjaciele, partner oraz finanse. Cel miał być w formie dokonanej. Przy każdym z celów należało umieścić datę jego realizacji.

Zawsze kręciły mnie pieniądze. Zawsze lubiłam być kreatywna i nie znosiłam monotonii. Odkąd usłyszałam o kimś takim jak specjalista do spraw pozyskiwania funduszy czułam, że ta robota jest dla mnie. Dlatego przy obszarze kariera wpisałam „mam pracę przy projektach”. Do kiedy chciałam to osiągnąć? Do lipca 2015 roku…

5aa

Napisałam CV, nawet wstawiłam zielone tło, żeby pokazać jaka jestem twórcza i kreatywna. Rozesłałam je wszędzie gdzie się dało, zapisałam się na specjalistyczne szkolenia.
Żeby być bardziej profesjonalna w tym co robię zakupiłam kolejny poradnik. Zgadnij, ile razy do niego zajrzałam…

5b

Leży od 4 miesięcy w jednym i tym samym miejscu. Ale każdego dnia kiedy patrzyłam na niego powtarzałam sobie „jestem specjalistką do spraw pozyskiwania funduszy unijnych”. Myłam zęby i patrząc w lustro w myślach mówiłam swoją formułkę. Oczami wyobraźni widziałam siebie w białej koszuli, okularach i czerwonych szpilkach, w mega nowoczesnym biurze pracującą przy lapku w fajnym zespole. Profesjonalnie nazywa się to wizualizacja. Słyszałeś o efekcie niebieskiego piórka opisanym przez Richarda Bacha? Chodzi o to, żebyś wyobraził sobie niebieskie piórko, to jak wygląda albo jak wiruje na wietrze. I jeśli każdego następnego dnia będziesz o nim myślał, to w pewnym momencie to niebieskie piórko pojawi się fizycznie w twoim życiu. Takie czary-mary XXI wieku.

Był koniec marca 2015. Z tysiąca potencjalnych pracodawców do których wysłałam CV odezwała się jedna firma. Zestresowana pojechałam na rozmowę. Nie wiem, czy można tak powiedzieć, ale była przesympatyczna. Taka jakaś pełna werwy do życia byłam po niej. Mieli się w przeciągu tygodnia odezwać. Się nie odezwali. A ja dalej patrząc na siebie w lustrze i już trochę z przekorą w oczach powtarzałam, że przecież jestem tą specjalistką. W międzyczasie napisałam swój pierwszy samodzielny wniosek o dotacje dla zaprzyjaźnionego stowarzyszenia. Nie przeszedł. Myję zęby, maluję się przed lustrem, gotuję obiad, robię brzuszki, jestem specjalistką do spraw pozyskiwania funduszy.

Już dawno zapomniałam o tej jednej rozmowie kwalifikacyjnej i dalej żyłam swoim życiem.

1 lipca 2015. Jadę autem. Dzwoni telefon. Czerwone światło. Aaaaa odbiorę. Na linii jest pan z firmy i mówi o szczegółach z naszej rozmowy o pracę. Wow zapamiętał mnie- myślę sobie. Odpowiadam mu, że oddzwonię. Tak bardzo miło zaskoczył mnie ten telefon. Przez moment pogwiazdorzyłam i stwierdziłam, że do nich zadzwonię i powiem, że teraz to mi to lotto. Jednak gdy ochłonęłam, postanowiłam, że posłucham co ma mi do powiedzenia. I wiecie co? Będę specjalistką do spraw pozyskiwania funduszy (Oj przepraszam. JESTEM)!!! Dostałam ofertę z warunkami lepszymi niż te na rozmowie, dostałam ofertę z warunkami wprost wymarzonymi dla mnie!

Po rozmowie wzięłam do ręki swój dziennik, bo byłam ciekawa jaką obligatoryjną datę wypisałam dla znalezienia pracy przy projektach. Lipiec 2015. Ofertę pracy dostałam 1 lipca. Przypadek? A może czary-mary XXI wieku.

Nie wiem czy to energia kosmosu czy magia tęczy sprawiła, że cel jaki założyłam został w tak zaskakujący sposób zrealizowany. Ale wiecie co? Chyba zaczynam w to wierzyć. No i teraz tworzę całą listę swoich wizualizacji! I Wy też to zróbcie. Macie żywy przykład na to, że chcieć to móc!

Podoba Ci się? Skomentuj!