Umiesz przyznać się do błędu?

child-984041_1920

 

Kiedyś nosiłam w sobie mnóstwo nienawiści, krzywdy i żalu. Do osób i sytuacji, które sprawiały, że czułam się źle, niekomfortowo albo głupio. Spychałam je głęboko, nie zastanawiając się dłużej nad nimi. Często obwiniałam innych o swoje niepowodzenia, bo wydawało mi się, że ja sama zrobiłam coś jak najlepiej. A kiedy tak nie było szukałam wymówek jeszcze gdzie indziej, nienawidząc w głębi duszy samej siebie, bo wiedziałam, że robię źle.
Byłam nerwowa, niespokojna i sama nie wiedziałam dlaczego się tak dzieje.

 

“Wobec wszystkiego, co Ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent.
Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.”
– Wayne Dyer

Najgorsze było to, że przez to, że te wszystkie porażki dusiłam w sobie nie mogłam zrobić żadnego kroku do przodu. Nie mogłam się rozwijać, bo ciągle miałam jakąś wewnętrzną blokadę.

Niezrozumienie z bliskimi. Niezaliczone egzaminy. Wieczne spóźnienia. Postanowienia w których nie wytrwałam. Niskie oceny projektów w które włożyłam całe serce. Nieudane związki.
A na pytanie „co u mnie?” udzielałam standardowej odpowiedzi „świetnie!”

Nie wiem kiedy zmieniłam nastawienie, kto i co się do tego przyczyniło, ale dziś czuję się o wiele lepiej!

Jak odnalazłam spokój?

Wszystkie moje poprzednie związki mimo tego, że się skończyły wiele wniosły do mojego życia. Przecież godzinami mogłabym opowiadać co było w nich nie tak, ale zamiast tego jestem wdzięczna, że dzięki nim obecnie mogę budować tak wspaniałą i dojrzałą relację z moim partnerem. Że dostrzegam jaką wyjątkową jest osobą i każdą chwilą cieszę się najmocniej jak potrafię. Nie noszę urazy do wszystkich złych sytuacji w jakich się znalazłam.

Mogłabym ubolewać nad tym ile sprawności zabrała mi choroba. Widzę jednak masę wrażliwości i wewnętrznego bogactwa jakie mi dała! Że dzięki niej potrafię dostrzegać co jest w moim życiu najistotniejsze i w ogóle jakim darem jest życie. Owszem każdego dnia mogłabym pytać „dlaczego ja?” i pogrążać się w tym jakie mam nieszczęście. Ale mając przed sobą perspektywę ulotności istnienia wolę żyć najpiękniej jak umiem.

Kiedyś na wakacjach skradziono mi torebkę. Nie dość że był w niej wymarzony telefon i odtwarzacz muzyczny na którego zakup zbierałam pieniądze prawie pół roku, to jeszcze była to moja ulubiona torebka. Było to bardzo nieprzyjemne doświadczenie, ale dzięki temu nauczyłam się uważniej obserwować ludzi, stałam się mądrzejsza życiowo. Długo ganiłam się wewnętrznie za swoją łatwowierność i brak rozwagi. Za to, że dopuściłam do takiej sytuacji. Bo w końcu zostawiłam ją na kocu bez nadzoru i poszłam beztrosko kąpać się w morzu. Ale w końcu przyznałam się przed sobą, że byłam nierozsądna.

Próbuję jeszcze przywołać inne sytuacje, jakie mogłabym uznać za porażki. Jednak nic nie przychodzi mi do głowy – nie dlatego że ich nie było. Bardziej dlatego, że pogodziłam się z nimi i rozliczyłam wobec siebie.

Wiem, że jest teraz moda na pozytywne myślenie i dla wielu to jest tylko abstrakcyjny bełkot. Ale uparcie będę powtarzać, że rzeczywistość jest jedna – tylko sposobów jej odbioru jest wiele. Możesz albo się zatruwać albo zacząć przeżywać swoje życie w sposób najlepszy jak potrafisz rozpoczynając właśnie od tego momentu.

Każda zła sytuacja niesie ze sobą pozytywy. Nie sztuką jest popełniać w kółko te same błędne schematy. Sztuką jest je zauważyć i wyciągać konstruktywne wnioski.
Utarło się aby być dzielnym i dawać sobie radę se wszystkim. Wiele osób uważa, że oznaką słabości jest przyznać się innym, że z czymś nie dajemy sobie rady albo nawaliliśmy. Moda na ideały nie pozwala przyznać się do błędów nawet przed samym sobą. Jednak kiedy to zrobimy – kiedy przyznamy się do porażki – będziemy bliżej siebie i otworzą nam się perspektywy na nowe możliwości.
Do dzieła!

Podoba Ci się? Skomentuj!