Wirtualne światy

connect-the-world-1170685-1600x1200

Czy myśleliście kiedyś o tym, że choć wszyscy żyjemy na tej samej planecie, to istniejemy w zupełnie różnych światach?
Każdy próbuje nadać sens swemu światu. Żeby miał on po co istnieć. A może przede wszystkim, aby trzymać go w garści i pilnować by nie rozpadł się na kawałki.

Zapanowała moda na pokazywanie tylko pięknej części naszych światów. Każdy chętnie obnaża swoje sukcesy i radości. W internecie widzimy zdjęcia ładnie ubranych mężczyzn i kobiet z perfekcyjnymi fryzurami i makijażami. Mało kto mówi o tym, że nie ma ochoty rano wstawać z łóżka, albo że jest mu źle bo zarabia zbyt mało lub nie wygląda tak jak by chciał. Ukrywamy swoje słabe strony. A kiedy jest naprawdę źle jeszcze bardziej zamykamy się w swoim świecie hermetycznie.

Nie wierzcie w to.

Uśmiechnięci ludzie na zdjęciach też bywają smutni.

Ładne laski szykują się kilka godzin by zrobić kilkanaście fotek i wstawić jedną najlepszą na pokaz dla wszystkich.

Fajne miejsca w których bywają ludzie okupione są wyrzeczeniami i ciężką pracą.

Ludzie sukcesu zmagają się z ogromną presją otoczenia i czasu.

Z jednej strony jest to bardzo dobre, że inni dzielą się głównie pozytywnymi aspektami swego życia.

Bo wyobrażacie sobie przeglądać social media i widzieć tam tylko komunikaty w których narzekamy?

Cały czas zastanawia mnie przypadek Esseny O’Neill. Młoda Australijka była gwiazdą Instagrama i Facebooka. Zarabiała mnóstwo pieniędzy pokazując jak wspaniałe życie prowadzi. W końcu wyznała prawdę w jaki sposób działała i jak bardzo ją to przytłaczało. To co pokazywała w sieci było sztucznie wyimaginowane.

„Pamiętajcie – nie wierzcie w to, co widzicie w sieci. Ludzie desperacko pragnący Waszego uznania i zazdrości, nie tylko ci sławni, są często po prostu nieszczęśliwi i bardzo niepewni siebie. Nie warto się z nimi ścigać. Ci z naprawdę udanym życiem zajmują się tym życiem, a nie reklamowaniem go na Facebooku czy Instagramie” – pisała O’Neill.

 

Za każdym razem kiedy byłam radosna przeglądając social media znajdowałam tam rzeczy, które jeszcze bardziej pozytywnie wpływały na mój nastrój. Jeżeli jednak miałam słabszy dzień dłuższe przebywanie na facebooku sprawiało, że czułam się jeszcze gorzej.

Czasami mam ochotę wykasować wszystkie swoje konta i profile.

Ale mój profil to już chyba część mojej osoby.

Jako fanka science fiction stwierdzę więc, że powoli my – ludzie – zaczynamy przenosić się do światów wirtualnych.

 

Podoba Ci się? Skomentuj!

Dodaj komentarz