Wróżba Kominka

4

Cały ostatni weekend spędziłam na dopieszczaniu bloga i czytaniu poradnika dla blogerów, którego autorem jest popularny w blogosferze Tomek Tomczyk. Przez niektórych znany pod pseudonimem Kominek. Według niego jeśli jesteś w stanie zrezygnować ze swoich dotychczasowych przyzwyczajeń, zaniedbać znajomych i zadowolisz się kawałkiem pizzy z wczoraj na obiad, bo piszesz-masz zadatki na dobrego blogera. I ma w tym 100% racji.

Bo tyczy się to nie tylko pisania bloga.

Jeśli chcemy być dobrzy w tym co robimy zawsze musimy się poświęcić. Nie da się działać na odwal się i zdobyć złote góry. Zdobywałeś kiedyś jakąś górę? Stanie na początku szlaku i patrzenie z zazdrością na innych przybliżyło cię do szczytu? Spowolniło tylko jego zdobycie.

A co się działo kiedy w mediach pojawiła się Chodakowska? Wszędzie czytałam i słyszałam jaki z niej paszczur. Że musiała pojawić się brzydula, żeby pokazać, że każda kobieta może być atrakcyjna. (Ja osobiście uważam ja za ładną, przynajmniej nie jest kolejny klonem). Skoro jest taka pospolita, to przecież wszystkie inne kobiety w mniej więcej jej wieku mogły odnieść taki sukces. No właśnie. MOGŁY. Ale nie chciało im się ruszyć swoich czterech liter. A Ewa wybiła się, bo jest dobra w tym co robi. Bo ciężko pracowała nad sobą i teraz też się temu poświęca. Ci którzy mówią o niej w tak negatywny sposób oczami wyobraźni widzą siebie na jej miejscu. Nie potrafią zrozumieć, że cały świat usłyszał o dziewczynie, która była kiedyś taka jak oni sami. Nie widzą sprawiedliwości na świecie. Z tym, że mają problem żeby choć raz w tygodniu wybrać się na siłkę.

Ile razy patrzyłaś na koleżankę i zastanawiałaś się jak ona to robi że ma tak ponętną figurę? A ty co zrobiłaś dla swojej sylwetki? Poszłaś na obiad do Pizza Hut? Ile razy zazdrościłeś koledze wzięcia u lasek? Gdybyś tylko miał taką furę jak on… Patrzysz na bogaczy i zazdrościsz im ich życia? A znasz ich drogę do bogactwa?

Ludzie dzielą się na dwie kategorie: tych którzy żyją swoim pomyślnym życiem i tych którzy im tego zazdroszczą, ale nie zrobią nic żeby na lepsze zmienić swoje. Ci drudzy czekają na wygraną w lotka, księcia na białym koniu…..bo przecież są tacy wyjątkowi, że zasługują na to co najlepsze. Narasta w nich gorycz i poczucie niesprawiedliwości, że wszyscy mają z górki a oni pod. Patrzą na „wybrańców” i mówią, że im wszystko przychodzi z taką łatwością. Oni sami mają pecha w życiu i co by nie robili ten pech ich nie opuszcza.

A teraz udajmy się w podróż 3 lata wstecz. Od dziecka uwielbiałam koszykówkę. Do momentu aż choroba wykluczyła mnie z udziału w tej dyscyplinie. Jednak w pewien weekend będąc w Krakowie miałam okazję spróbować gry w kosza na wózku.

4b

Dopiero poznawałam świat niepełnosprawnych i była to dla mnie mega informacja, że istnieje coś takiego. Ochoczo zgłosiłam swój udział w turnieju. Podzielono nas na drużyny, dostaliśmy specjalne wózki i zabawa się zaczęła. Pełna dziecięcego optymizmu nie przewidziałam, że przecież nie tylko nogi mam słabe. Moje ręce również nie wykazują 100% sprawności. Skutek był taki, że gdy docierałam pod kosz gdzie toczyła się akcja… akcja przenosiła się pod drugi kosz. Kilka razy rzucono mi piłkę, chyba raz udało mi się ją złapać. Nie było mowy żeby dorzucić do kosza, więc podałam ją do innej osoby z drużyny. A uściślając- przeturlałam.

4a

 

Oceniając swoją sytuację obrałam strategię niszcz i wjeżdżaj w przeciwników i tak dotrwałam do końca turnieju. Moja drużyna zajęła drugie miejsce i zdobyła srebrny puchar. Ja nie czułam się zwycięzcą. Ale później wydarzyło się coś co zmieniło moje przekonanie. Był tam trener który szkolił ogólnopolską kadrę. Powiedział, że szczególnie jedna osoba zasługuje na specjalne wyróżnienie. Takiego hartu ducha nie widział dawno. Pomyślałam, że mówi o kapitanie zwycięskiej drużyny. Najprzystojniejszym i najsilniejszym z nas wszystkich. Skierowałam wzrok na jego osobę. Tymczasem trener wskazał mnie. W dupie z medalami, bo te słowa znaczyły dla mnie więcej niż szczerozłoty medal wykładany diamemtami.

Nie oceniaj siebie miarą innych. Nie zawsze osiągniesz to o czym marzysz. Może nie uda ci się dobić do idealnej wagi. Albo zabraknie paru tysiaków i na wakacje polecisz do Grecji, a nie na Kubę. Ale będziesz mieć to zajebiste poczucie, że zrobiłeś coś ze sobą. Że to jest twoje życie i ty nim władasz. Sama droga do twojego celu zaskoczy cię pozytywnie. I to jest właśnie ten twój szczyt. I nikt ci nie powie, że jesteś do bani, bo znasz swoją wartość. I nie będziesz mierzyć się czyimś sukcesem. Bo twój będzie największy.

Podoba Ci się? Skomentuj!