Już niebawem ruszamy ku nowej przygodzie!

Jeśli marzysz o Afryce, to RPA i Mozambik z pewnością powinny znaleźć się na twojej liście podróżniczej. Te kierunki były moim cichym pragnieniem już od bardzo dawna, nie tylko ze względu na to co można tam znaleźć na lądzie…

RPA i Mozambik to jedne z najwspanialszych miejsc do nurkowania na świecie. Przekonam się o tym już niebawem.

Nasza wyprawa będzie wyjątkowa, bo wezmą w niej udział nurkowie HSA – osoby na wózkach oraz z innymi schorzeniami. Nasz zespół tworzyć będzie również kadra Fundacji Mniejszy Błękit która na takiej wyprawie jest nieocenionym wsparciem.

Zapraszam do obserwowania mojego profilu na Facebook. Postaram się relacjonować przeprawę przez RPA i Mozambik ze swojej perspektywy.

Obserwujcie również profil Fundacji Mniejszy Błękit.

Kiedy prosisz o pomoc, nie możesz mieć udanego życia.

Kiedyś dostałam radę że nie powinnam pokazywać publicznie tego, że podróżuję i nurkuję bo ludzie zobaczą „że doskonale sobie radzę”. Że nie jest ze mną „aż tak źle”. I nikt nie będzie chciał mi pomóc w związku z moją chorobą kiedy o to poproszę.

I długo ta myśl była w mojej głowie, blokując chęć podzielenia się czymś pięknym.

Dziś mam to gdzieś, jeśli ktoś tak pomyśli. Bo oznacza to jedynie, że nie ma pojęcia czym jest pasja, inspiracja i sam nie potrafi podążać za głosem swojego serca.
A ja wiem, że jest duża wartość w tym, że mimo tak ciężkiej i wyniszczającej choroby robię to co robię.

Kieruję się w różne miejsca na świecie, by w sprzęcie który pozwala przetrwać pod wodą, eksplorować ten mniej znany świat i przekraczać kolejne, własne granice.

Dwa bieguny

Nurkowanie jest dla mnie podróżą wgłąb siebie. To ono pozwoliło i pozwala mi oswajać swoją niepełnosprawność. Ale w taki sposób, że właśnie robię coś, co nawet nielicznym osobom w pełni sił nie jest dane robić. To ono daje mi kopa, że moje życie choć do dupy ze względu na chorobę, jest ekscytujące i pełne przygód ze względu na pasję.

Bo na wyprawach nurkowych – jest trudniej niż w życiu. Za każdym razem muszę opuścić swoją strefę komfortu, począwszy choćby od tego że trzeba spakować duży i ciężki sprzęt (albo zaangażować kogoś kto w tym pomoże), po dotarcie do celu, funkcjonowanie w nowych miejscach, na łodzi – myślicie że to jest łatwe dla kogoś kto porusza się na wózku? Że to są wakacje? Relaks?
To jest kurde ciągła walka o przetrwanie.

Michał Woroch (podróżnik na wózku) kiedyś pięknie powiedział że w drodze zapomina się o niepełnosprawności. I ja się pod tym podpisuje obiema rękami i stopami – ona jest, nawet bardziej.
Ale jest plan do wykonania, droga do przejechania, miejsca do zobaczenia i to jest rękawica którą trzeba podnieść.

I to, że nie odpuściłeś – później napędza i sprawia że nie poddajesz się. Nawet jak jesteś już na granicy wytrzymałości, gdy nie radzisz sobie ze zwykłymi codziennymi czynnościami.

Moje życie to opowieść o realizowaniu marzeń mimo wszystko. O dążeniu do spełnienia, mimo że zapis w twoim kodzie genetycznym sprawia że często wyjesz z rozpaczy i bezsilności. I krzyczysz na głos lub w myślach, że już dłużej nie dasz rady. Że już wystarczy. Że masz dosyć noszenia maski która sprawia, że inni myślą „że jakoś sobie radzisz”.

Bo sobie nie radzisz.

A później pojawia się impuls. I żadna siła nie jest w stanie powstrzymać przed działaniem do którego nawołuje serce.

Każdy z czymś się mierzy

To co chcę powiedzieć, to że każdego z nas spotykają choroby, złe sytuacje, straty, zranienia.
Ale to nie może definiować człowieka. Blokować w tym, żeby robił to co kocha. Albo że nie wypada. Zamykać w jakieś „społeczne widzi mi się” .

Dostając na starcie nieuleczalną chorobę która chce mnie uziemić na wózku, wpisuję się w obraz osoby nieporadnej, biednej, potrzebującej na rehabilitację.

I tak. Zdarza mi się – choć dalej jest to dla mnie trudne – proszę ludzi o darowizny albo wskazanie mojej osoby przy rozliczaniu PIT, żeby zebrać środki na rehabilitację i wydatki związane stricte z zanikiem mięśni, sprzęt ułatwiający codzienne funkcjonowanie. I właśnie zdałam sobie sprawę że tak naprawdę proszę nie o to żeby walczyć z chorobą. Głębsze znaczenie jest takie, żeby mimo tej choroby dalej podążać swoją własną drogą. A wiedzie ona nie tylko przez szpitale i sale do ćwiczeń, ale też wyprawy nurkowe i podróżnicze. Czuję że to dobra droga, szczególnie wtedy kiedy ludzie których spotykam inspirują się moją historią i tym co robię. A później sami wprowadzają zmiany we własnym życiu.

Nie bójmy się być sobą. Nawet wtedy kiedy czasem życie zmusza nas do tego żeby zrobić coś wbrew sobie. Bądźmy odważni w dążeniu do swoich marzeń i celów, nawet jeśli ktoś nam powie że nie wypada.

10 najlepszych cytatów o marzeniach

Każdy z nas jest marzycielem, choć niektórym zdarza się o tym zapominać. Przedstawiam Wam 10 najlepszych cytatów o marzeniach.

Ludzie budują marzenia, czerpiąc z otaczającej rzeczywistości. Budując rzeczywistość z marzeń, zostaje się artystą.

Malba Tahan

Chodzi o to, by robić to, o czym marzysz. Bo jeżeli umiesz marzyć, to jest już połowa sukcesu. Czy wiesz, że nieszczęśliwi ludzie nie mają marzeń? Żyją z dnia na dzień i biernie przyjmują to, co szykuje dla nich los. Jeżeli nie mają przy swoim boku nikogo, kto ich pokieruje we właściwą stronę, mogą bardzo źle skończyć… Dlatego, jeżeli kiedyś obudzisz się i zobaczysz, że nie masz już marzeń, to sobie szukaj przyjaciela.

Magdalena Witkiewicz

Kim chciałeś być, zanim ci powiedzieli, że się do tego nie nadajesz? Kim chciałeś być, zanim zamiast iść w kierunku swoich marzeń dla świetego spokoju przyznałeś im rację?

Kamila Rowińska

Ludzie odkładają marzenia na półkę albo dlatego, że uważają je za niewykonalne, albo łudzą się, że zrealizują je w przyszłości.

Richelle Mead

Jedyne, co nas ogranicza przy spełnianiu marzeń, to nasza własna wyobraźnia. Sukces jest efektem ciężkiej pracy, cierpliwości, pokory i wiary, że wszystko w życiu jest możliwe.

Martyna Wojciechowska

Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli.

Paulo Coelho

Trzeba czegoś pragnąć, żeby żyć.

Margaret Deland

Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie śnią o przygodach a inni, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i wyruszają na spotkanie swoich marzeń.

Wojciech Cejrowski

Sensem podróży nie jest dotarcie do celu, lecz odwaga, by w nią wyruszyć. Zwyczajni ludzie żyją z dnia na dzień, wielcy ludzie mają marzenia, bohaterowie wyruszają na podbój tych marzeń. Ja jestem bohaterem, bracie.

Jacek Piekara

Niektórzy ludzie żyją w świecie marzeń. Inni – patrzą na rzeczywistość. Są też tacy, którzy zamieniają jedno w drugie. – Douglas Everett

Douglas Everett

Może spodobać Ci się również:

10 najlepszych cytatów o mężczyznach

Żadna niedyspozycja nie może przeszkodzić w realizacji marzeń

Wróciłam do gimnazjum. Spotkanie z młodzieżą okazało się owocne dla obu stron 🙂

Zobaczcie sami, co napisali uczniowie:

23 stycznia w naszej szkole odbyło się spotkanie z dziennikarka panią Julitą Kuczkowską, mieszkanką Sulejowa, zdobywczynią tytułu Miss Mediów Integracji Miss Polski na Wózku 2015. Pani Julita to bardzo miła i otwarta osoba. Chętnie opowiedziała nam swoją historię oraz przedstawiła z jakimi problemami muszą zmagać się osoby niepełnosprawne. Pierwsze objawy choroby pani Julity można było już zaobserwować w latach szkolnych, kiedy pojawiły się kłopoty w wykonywaniu ćwiczeń na lekcjach wf -u. Niespełna 3 lata temu postanowiła przemóc się i usiąść na wózku, choć początkowo bardzo tego nie chciała. Opowiedziała, że podczas jednego z wyjazdów z przyjaciółmi odmówiła wzięcia udziału w wycieczce, ponieważ nie chciała jechać na wózku. W tej chwili czuje się pewnie poruszając się na nim. Na pytanie: „Czy wózek to pani wróg czy przyjaciel?”, bez zastanowienia powiedziała, że przyjaciel. Wózek był ogromną pomocą dla pani Julity. Gdy uczniowie zapytali jak ludzie reagują na osoby niepełnosprawne, odpowiedziała, że różnie. Jedni pragną pomóc, zaś inni, patrzą z ciekawością. Osoby z jakąkolwiek niepełnosprawnością często spotykają się z odrzuceniem przez społeczeństwo, jednak nikt tak naprawdę nie wie, jakim wspaniałym człowiekiem może być osoba niepełnosprawna, czego przykładem jest pani Julita – pełna pokory i ciekawości świata. Swą ciekawość zaspokaja podróżami, które uwielbia. Odwiedza takie kraje jak Indonezja, Czechy, Wielka Brytania, Hiszpania, Malta oraz wiele innych. Niedawno spełniła swoje kolejne marzenie, jakim jest nurkowanie. powiedziała, że kocha to robić. Pani Julita wywarła na wszystkich ogromne wrażenie. Pokazała, że żadna niedyspozycja nie może przeszkodzić w realizacji marzeń. Jest bardzo silną kobietą. Swoim zachowaniem udowodniła, że nie można poddawać się i załamywać, trzeba iść przez świat z uśmiechem na twarzy.

żródło

Czy uważacie że takie spotkania są potrzebne?

Przekaż 1 procent podatku

przekaz 1 procent podatku to nic nie kosztuje

Jeśli zastanawiasz się czy warto oraz komu przekazać 1 procent podatku, przeczytaj ten artykuł.

Każdy podatnik przy rocznym rozliczeniu z Urzędem Skarbowym ma możliwość przekazać 1 % podatku, który odprowadził do fiskusa w danym roku rozliczeniowym.

Oznacza to, że odpisując 1 % na dowolny cel, nie oddajesz 1 % ze swojego zwrotu, tylko 1 % który i tak już zapłaciłeś do skarbówki.

Jeśli przekażesz 1 procent podatku, to nic nie tracisz, otrzymasz taki sam zwrot, gdybyś tego nie robił.

Dlatego warto praktykować taką formę pomocy, ponieważ nic nas nie kosztuje, a może zmienić życie i los wielu ludzi czy innych istot.

Weź sprawy w swoje ręce i zdecyduj gdzie trafią Twoje podatki. Wiele osób błędnie zakłada, że nie opłaca się im odpisywać 1 proc., ponieważ mają niskie dochody, to  i odpis będzie nikły. Jednak dla każdego kto zbiera środki w ten sposób, nawet mała kwota ma znaczenie. Bo kilkadziesiąt małych kwot może dać pokaźną całość.

Dziewczyna, europejka na wózku. Azjatka kuca przed nią i masuje jej nogi przekazując ciepło. W tle wielokulturowy festiwal.
Dobro zawsze wraca

Zawsze warto pomóc i przekazać 1 procent. Tym bardziej że tak i tak płacisz skarbówce podatek. Masz jednak taką moc i możliwość żeby 1% tego podatku trafił tam gdzie chcesz. Może to być dla mnie 😉 albo na inny dowolny cel – zagubione jeże, obiad dla bezdomnych, czy protezę dla psa bez nogi.

Wystarczy wpisać:

KRS (rubryka J) 0000270809

cel szczegółowy (rubryka K) Kuczkowska, 4791

pamiętaj by zaznaczyć „wyrażam zgodę”

Jeśli mnie wybrałeś – dziękuję! Pomagasz mi w codziennym funcjonowaniu.

Uwierz mi – nie jest łatwo prosić o pomoc. To udowodnione naukowo, że chętniej dajemy niż prosimy by nam dano.

Ja, pomimo nieuleczalnej choroby, która podstępnie niszczy i osłabia moje mięśnie, bardzo długo miałam opory żeby prosić o odpisanie 1% na moją osobę. Bo przecież nikt z nas nie chce być zależny i uważany za kogoś kto sobie nie radzi.

Jednak te środki trafiają na subkonto fundacji, gdzie mogę je wykorzystać na rehabilitację, suplementy diety czy zakup sprzętu jak na przykład wózek, oprzyrządowanie do auta. Te potrzeby wynikają z mojej choroby, nie są moją zachcianką… A często niestety kosztują miliony monet. Taka jest cena niezależności osoby na wózku. Dlatego zachęcam Cię do oddawania 1% 😊

W dzisiejszych czasach mimo problemów ruchowych, naprawdę można żyć fajnie, a nawet szczęśliwie – w końcu szczęście to podobno stan umysłu. Jest tyle różnych rozwiązań technologicznych które pozwalają na funkcjonowanie bez barier.

I tak na przykład w tamtym roku zakupiłam napęd do wózka, a 23% jego wartości pokryłam właśnie z 1% 😉 Zobacz sam jak zmienił moje życie:

Warto pomagać, bo dobro wraca. A ja wierzę że z potrójną siłą ❤️

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Moje nowe życie na wózku

Moje nowe życie – na wózku

Dziewczyna, brunetka, w białej koronkowej tubice siedzi na wózku. W tle nowoczesne sklepienie budynku ze szkła i metalu.

To już prawie 4 lata odkąd w większości żyję na wózku. Pewnie dla ludzi którzy znali mnie od dawna, jestem tą samą osobą jak dawniej, tylko na wózku. Sprawa ma się nieco inaczej z nowo spotykanymi osobami. Myślę, że one często postrzegają mnie przez pryzmat wózka. W końcu nie da się go ukryć, schować do kieszeni jak jakiejś tajemnicy. Stereotyp wózka jest mocno zakorzeniony w naszych umysłach… Ale czy zawsze?

Kiedy byłam małą dziewczynką, moja kuzynka podczas wakacji zabrała mnie na spotkanie do swojej przyjaciółki. Pociągiem… Było to niesamowite przeżycie, bo mimo tego że byłam prawie dorosła (ba miałam 7 lat!) to do tamtej pory nigdy nie jechałam pociągiem. Jestem córką mechanika, miłośnika samochodów, więc w podróże duże i te mniejsze zawsze jeździliśmy osobówką.

Tamte wspomnienia są poszarpane. Pamiętam tylko urywki. Wagon wydawał mi się niezwykle wysoki, kuzynka Ania musiała mnie do niego podsadzać. Przedział był ogromny w porównaniu do niewielkiej przestrzeni w samochodzie. Furkot kół nadawał niesamowity podkład muzyczny całej eskapadzie. To było coś niesamowitego… Chyba największa atrakcja tamtych wakacji.

Tą niepewność i ekscytację poczułam za kolejne 12 lat.

Była Wielkanoc 2018. W moim aucie (bo to nadal mój ulubiony środek transportu) padł alternator. Auto wylądowało u zaprzyjaźnionych mechaników w Warszawie, bo tam była awaria.

Dziewczyna w białych słuchawkach i wzorzystej bluzce z falbanką siedzi w samochodzie. Patrzy się w obiektyw. W tle widać że w bagażniku jest wózek inwalidzki

Dobra muzyka, pełny bak paliwa, wózek w bagażniku. I do przodu.

 

Ale ja na święta musiałam wrócić z Warszawy do domu. Nawet mama chciała po mnie przyjeżdżać. Spodobał mi się ten pomysł. Ale za chwilę przyszło mi do głowy, że przecież sprzątanie, gotowanie. Jest tyle rzeczy do zrobienia przed świętami, sami wiecie.

– Dobra postanowiłam. Przyjadę pociągiem – zakomunikowałam.

Na wózku wszystko przeżywasz od nowa. Inaczej.

I nawet jak wcześniej robiłeś milion razy jakąś rzecz, chodząc jeszcze, to na wózku jest inaczej.

Dworzec Centralny. Zmiana peronu. Wszyscy gnają po schodach. Ty czekasz na windę 3 minuty i nie wiesz, czy twój pociąg już odjechał czy jeszcze nie.

Później ten stres przed wsiadaniem do przedziału. Że ktoś Ci musi pomóc, że może winda czy tam platforma nie zadziała.

Nagle rzeczy zwykłe, pierrrrdoły o których nie miałeś wcześniej pojęcia, stają się barierą nie do przeskoczenia.

I te spojrzenia…

Już nie wtopisz się w tłum. O karierze tajnego agenta możesz zapomnieć! Ludzie albo się do ciebie uśmiechają, bo super sobie radzisz bo nie siedzisz w domu tylko jedziesz właśnie pociągiem. Albo całkiem odwracają wzrok. I tylko krzyczą do innych jak idziesz (czy tam jedziesz). Krzyczą: „Uuuwaaga!”. Oczywiście robią to w dobrej wierze, bo chcą żeby inni zrobili mi przejście. Ale mi ta „Uwaga!” kojarzy się negatywnie. Z niebezpieczeństwem, z alarmem, krzywdą. Jakby wąż jadowity po tym peronie pełzł albo samochód z zawrotną szybkością jechał i miał kogoś potrącić. UUUWAAAAGAAAA!!!!!!!!!

A ja sobie tylko idę grzecznie. I jak ktoś akurat stoi na środku z walizką przy nodze i nosem w telefonie, to ja sobie go ominę na prawo czy tam na lewo. A jak nie będę miała jak, to sama bezpośrednio powiem do niego „przepraszam, zrobisz mi przejście?”.

Na wózku doświadczam nowego życia.

Niby te same sytuacje, niby ta sama ja. Ale kontekst jest inny. A kontekst jest kluczowy (wiem bo psychologia poznawcza to mój konik).

Dokładnie pamiętam wykład na którym mój ulubiony profesor opowiadał że jedno winogrono w misce karaluchów nic nie zmieni na lepsze. Ale jeden karaluch w misce pełnej winogron może wszystko popsuć.

I ta moja niepełnosprawność czasem jest jak taki karaluch. Rzuca cień na wszystko, na mnie. To wózek jest najważniejszy w odbiorze mojego wizerunku. Jest tak silną cechą, że dominuje. Sprawia że ludziom w głowie uruchamia się od razu zakładka pod tytułem niepełnosprawność. A jakie ona budzi emocje to wszyscy wiemy.

Ale ja uczę się cierpliwości. Niech sobie patrzą na ten mój wózek. Niech sobie kojarzą ze mną te wszystkie cechy które im tam siedzą w głowie w teczce „niepełnosprawność”.

Kosmos

Robię swoje. Siedzę i jadę tym zatłoczonym przed świętami pociągiem. Siedzę na tym przeklętym wózku w przejściu, bo jest tyle ludzi że nie ma opcji żeby na wózku gdziekolwiek dalej pójść. Odcinam się od całej sytuacji, próbując uciec w kosmos. I to dosłownie bo w ręku mam książkę Hawkinga o czarnych dziurach. Tylko nie mogę jej cholera przeczytać, bo na tym wózku blokuję przejście. A co chwilę ktoś przechodzi, szturcha mnie. Patrzę więc na szybę, na krople deszczu przesuwające się pod wpływem siły prędkości. I nagle koleś który siedzi obok mnie na sportowej torbie mówi do mnie:

– Fajne masz oczy.

Uśmiecham się. Mówię „dzięki” i z uporem maniaka dalej wpatruje się w te krople. Nie zamieniamy ze sobą już ani słowa. On za chwilę wysiada z tego pociągu, na koniec wymieniamy się uśmiechami.

A ja się czuję tak, jakbym właśnie zdeptała karalucha.

Może…

aż tak wiele nie zmieniło się odkąd jeżdżę na tym wózku?

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Nie jest łatwo prosić o pomoc

10 najlepszych cytatów o mężczyznach

Mam wrażenie że bardzo dużo mówi się o potrzebie rozumienia kobiet, jeśli zaś chodzi o panów – stanęło na tym, że ich obsługa jest prosta. Allan Pease powiedział kiedyś, że mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety, a kobieta nigdy nie zrozumie mężczyzny i to jest właśnie ta rzecz, której kobiety i mężczyźni nigdy nie zrozumieją. Niektórzy jednak podjęli się tej próby.

 

Do mężczyzny powinien być dołączony tłumacz, który by nam tłumaczył, co mężczyzna ma na myśli. Do każdego w dodatku osobny, niepowtarzalny, żadne tam ogólniki – ty z Marsa, ja z Wenus. Który by objaśniał, na przykład, co to znaczy, kiedy on milczy.

Katarzyna Grochola, Nigdy w życiu!

 

Faceci są jak niektóre radioaktywne pierwiastki: mają bardzo krótki czas połowicznego rozpadu. Potem już promieniują śladowo. I przeważnie tylko w innych laboratoriach. Chociaż niekoniecznie. Wystarczy, że laborantka jest obca i młodsza.

Janusz Leon Wiśniewski, S@motność w sieci

 

Wszyscy mężczyźni są tacy sami, mają tylko różne twarze, żeby można było ich rozpoznać.

 Marilyn Monroe

 

Nie może być dla kobiety większej udręki niż mężczyzna, który jest tak dobry, tak wierny, tak kochający, tak niepowtarzalny i który nie oczekuje żadnych przyrzeczeń. Po prostu jest i daje jej pewność, że będzie na wieczność. Boisz się tylko, że ta wieczność – bez tych wszystkich standardowych obietnic – będzie krótka.

Janusz Leon Wiśniewski, S@motność w sieci

 

Mężczyźni będą zawsze tym, co zrobiły z nich kobiety.

 Jean-Jacques Rousseau

 

Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie, tym lepiej dla niej. I dla niego.

Maria Czubaszek, Każdy szczyt ma swój Czubaszek

 

Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. – Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna… – Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. […] Wychowałyśmy takie pokolenie mężczyzn. Czy znasz matkę, która nie usługiwałaby całe życie synowi jak niewolnica, i jeszcze nie byłaby z tego powodu najszczęśliwsza? Ja nie znam. To wszystko nasza wina, niestety.

Krystyna Janda

 

Kobieta, aby pójść do łóżka z mężczyzną, potrzebuje bliskości, zaufania i poczucia więzi. Mężczyzna – przeważnie potrzebuje tylko miejsca.

Janusz Leon Wiśniewski, S@motność w sieci

 

Ziemia serca mężczyzny jest kamienista… Tuż pod nią kryje się skała. Mężczyzna hoduje w niej to, co zdoła… i opiekuje się tym.

 Stephen King

 

Facetom podobno trzeba wysyłać jasne i proste komunikaty. Ja takie komunikaty wysyłam codziennie od świtu, w kółko, non stop wysyłam jeden jasny, przejrzysty komunikat. Jednak okazuje się, że jest to komunikat zbyt zawiły. Zbyt skomplikowany. Boże, Ty jesteś facetem, pomóż mi, wytłumacz, jak można prościej?! Jak prościej skonstruować zdanie zawierające prośbę o pozbieranie swoich skarpetek?

Sylwia Kubryńska, furiaMAĆ!

zdjęcie wyróżniające: Josh Nece via Foter.com / CC BY-NC-SA

 

Czy warto było jechać na drugi koniec świata?

Gdyby nasi obecnie rządzący widzieli całkowite zaćmienie Słońca to może cenne drzewa dalej produkowałyby dla nas tlen… To zjawisko uczy pokory – do siebie, innych, przyrody i świata.
Dziś mija dokładnie rok kiedy oglądałam całkowite zaćmienie Słońca. Ten fenomen na stałe odmienił moje życie i spojrzenie na świat. Ale zacznijmy od początku…

O co w ogóle chodzi z tym zaćmieniem?

Kiedy księżyc i planeta ustawią się w linii prostej do gwiazdy, jej światło zostaje przesłonięte i mieszkańcy planety mogą rozkoszować się zjawiskowym widokiem lub wykorzystywać je do manipulacji prostym ludem (jak na przykład Egipcjanie którzy podporządkowywali sobie ludzi, mówiąc im że bogowie zabrali Słońce za ich nieposłuszeństwo).

Planeta, gwiazda i księżyc – przepis wydaje się być prosty. Jak to więc możliwe, że Ziemia jest jedyną spośród wszystkich znanych planet w kosmosie na której występuje to zjawisko w takiej formie? Jowisz ma ponad 60 księżyców (!) a takie rzeczy jak u nas nie mają tam miejsca.

Okazuje się, że jest wiele warunków zapisanych w tej kosmicznej umowie drobnym druczkiem:

Księżyc w kształcie kuli (Wokół Marsa krążą Deimos i Fobos – księżyce o nieregularnym kształcie, które nie zakryją kulistej gwiazdy. Okazuje się że nie wszystkie księżyce są tak kuliste jak nasz)
Orbity księżyca muszą mieć odpowiedni kształt i usytuowanie, tak aby przecinały linię gwiazda-planeta (to tak jak z ludźmi – jest nas 7 miliardów i nie każdy z każdym się spotka, chyba że gdzieś ich życiowe drogi się przetną). Mamy to!
Odpowiednie rozmiary w odpowiedniej od siebie odległości – wielkość księżyca musi być dopasowana do odległości jakie dzielą go od gwiazdy i planety. Łatwiej pokazać to graficznie:

 

screenshot
(fot. Mathworks.com)

 

Powyższa symulacja przedstawia realne wielkości Ziemi, Księżyca i Słońca (tak, ta mała szara kropka na lewo od Ziemi to nasz Księżyc). Jak to możliwe że ta drobinka jest w stanie przesłonić tak gigantyczną gwiazdę?

 

1
(fot. Youtube)

 

Tadaaam! Sekret tkwi w odległości. Srebrny satelita, choć niepozornie maleńki, jest na tyle blisko Ziemi i na tyle daleko od Słońca żeby skutecznie zablokować promienie świetlne. Zjawisko można zaobserwować na… około 1% powierzchni naszej planety.

Dlatego właśnie pojechaliśmy do Indonezji (o czym krótko pisałam tutaj). Bo zaćmienie nie dość że występuję bardzo rzadko, to jeszcze tylko w ściśle określonych miejscach.

 

Takim oto sposobem 9 marca 2016 znaleźliśmy się na indonezyjskiej wyspie Sulawesi, centralnie na równiku, gdzie spaliśmy w namiocie.
DSC08770

Było survivalowo – w ponad 30 stopniowym tropikalnym klimacie, bez dostępu do łazienki, w miejscu świętym dla tamtejszych plemion – na pradawnym cmentarzu.

 

 

P1090508
Gdzie w tle jawiły się wulkany.

 

P1090532
A to nasza ekipa w komplecie gotowa na kosmiczne show.

 

 

DSC08951
Trudno to opisać, ale…

 

 

DSC08946


DSC08948-

W trakcie dnia nastaje noc, a na niebie widać czarną dziurę. Cały horyzont robi się czerwony, na niebie pojawiają się gwiazdy. Z psychologicznego punktu widzenia konstrukty i wiedza o dotychczasowym świecie jakie mamy w swoim umyśle upadają – od dziecka bowiem każdego dnia nasz mózg rejestruje, że jest dzień i noc, a podczas zaćmienia zostaje to zaburzone. W perspektywie dłuższego czasu zmienia się nasze myślenie o całym świecie i istnieniu. Każdy kto choć raz zobaczył zaćmienie przyznaje, że zachęca go to do przemyśleń nad swoim życiem, jego sensem. Jesteśmy szczęściarzami na skalę kosmosu – Jowisz ma prawie 70 księżyców, ale tam zaćmienie nie jest możliwe. W skali wszechświata taki układ można porównać do najbardziej zaawansowanego projektu stworzonego przez najlepszych inżynierów. Jedni nazywają to niezwykłym zbiegiem okoliczności, a inni dziełem boskim. Niech każdy odpowie sobie sam jak to postrzega.

Dla mnie była to ogromna lekcja pokory – jak mali jesteśmy w tym całym wszechświecie.

Koniecznie obejrzyjcie ten film:


Wracając do pytania czy warto było jechać na drugi koniec świata? Po stokroć tak! Mówią że to nie cel, ale droga do celu jest ważna. W tym przypadku cel przerósł wszelkie oczekiwania, a poprzedzające go trzy tygodnie jakie spędziliśmy na innych wyspach Indonezji były przygodą życia. Zobaczyć kolejne zaćmienie – to cel dla którego warto się starać.

Miesiączka, rodzenie, szacunek – krótka historia kobiecości

Ten temat długo dojrzewał w mojej głowie, a zapoczątkował go arcyciekawy wykład o rodzinie prowadzony przez niesamowitą osobę pani Bożeny Keff-Umińskiej – poetki, eseistki i działaczki społecznej. Materiał powstał w oparciu o notatki z wykładu i lekturę książki Elizabeth Badinter „Historia miłości macierzyńskiej” (polecam!). Kończąc wstęp – zapraszam Was w podróż – w samo sedno esencji kobiecości. Tzymajcie się mocno, bo temat wzbudza emocje!

Około 70 tysięcy lat p.n.e.

Panuje wtedy okres polodowcowy. Jest bardzo zimno przez co bardzo trudno zdobyć pożywienie. Ludzie (a raczej hominidy, bo to nie był ten sam homo sapiens co teraz) są bardziej samotnymi łowcami niż istotami społecznymi. Kobiety same wychowują dzieci, ale ze względu na brak pokarmu często porzucają noworodki na pastwę tygrysów szablozębnych i lwów jaskiniowych. Brzmi okrutnie, ale okrutne były także tamte czasy. Jednak ówczesnym niewiastom to również się nie podobało. Nie do końca wiadomo jak – udaje się zorganizować kongres gdzieś na polanie. Kobiety ustalają między sobą że karmienie dzieci, zdobywanie pokarmu i dbanie by do domu nie wdarły się dzikie bestie to trochę za dużo jak na ich możliwości. Postanawiają więc zaangażować w życie rodzinne mężczyzn. Jak? Poprzez bardzo prosty zabieg, który nawet dziś jest jeszcze spotykany. Nie ma mięsa – nie ma seksu. Nie wiadomo jak wszyscy dogadali się między sobą, bo mowy jako takiej jeszcze nie było, ale widocznie dla chcącego nic trudnego. Od tamtego czasu kobiety pilnują ognia, podczas gdy mężczyźni polują na zwierzynę.

Kobiety zrobiły również użytek z miesiączki – te specjalne dni panie zaznaczały poprzez malowanie swych twarzy krwią. Był to wyraźny sygnał dla mężczyzn że czas wyruszyć na łowy. (Podobno stąd wziął się rytuał malowania ciała). Okres był czymś pozytywnym, oznaczał płodność i dostatek, dopiero później sytuacja się odwróciła, ale o tym za chwilę.

Były to złote czasy dla kobiet, w ich rękach spoczywała władza. Jednak do polowań były potrzebne narzędzia, które stawały się coraz doskonalsze. Tak powstała broń i od tego czasu zaczęły się konflikty pomiędzy mężczyznami o władzę, którą ostatecznie przejęli. Przyczynił się do tego jeszcze jeden fakt…

10 000 p.n.e.

Początek rolnictwa wiązał się mocno z własnością. Taką własnością mężczyzny była również kobieta, która w tamtych czasach niewiele znaczyła. Odwróciła się symbolika, bo to mężczyzna był na głównym planie – nawet jeśli chodzi o rodzenie. To on zakładał gospodarstwo, obsiewał pola i to w końcu on dawał nasienie dla nowego ludzkiego życia…

350 p.n.e.

Takie podejście utrwalił Arystoteles. Według niego mężczyzna dawał nasienie, a kobieta była tylko doniczką do rodzenia. Miesiączka przez słynnego filozofa została zinterpretowana zaś w niezwykle kreatywny sposób: kobieta nie ma tak doskonałego układu trawiennego, dlatego co miesiąc musi wydalić resztki. To już całkowicie przeważyło na zmianie podejścia do miesiączki – z celebracji do pogardy.

400 n.e.

Każdy zna świętego Augustyna, ale mało kto wie jak bardzo nie lubił on kobiet. A na ich nieszczęście był osobistością bardzo wpływową. Otóż Augustyn z Hippony założył, że człowiek nie ma nic wspólnego ze zwierzętami, a dusza kontroluje ciało. Według świętego idealnym aktem seksualnym był taki, w którym nie okazywano żadnych emocji. Wpajano więc ludziom że żądze należy poskramiać. Skutek tego był taki, że tłumione emocje i pożądanie do kobiet objawiały się w formie nienawiści i agresji wobec nich. Zresztą kościół otwarcie zachęcał do bicia nieposłusznych żon. Taka sytuacja utrzymywała się bardzo długo, szczególnie wśród niższych warstw społecznych. Do dziś można znaleźć przejawy agresji, której źródło leży właśnie w naukach kościoła.

Wiek XVIII

Rewolucja przemysłowa była nie tylko szansą na rozwój ekonomiczny. Wykorzystały ją również kobiety. Po wielu latach ucisku mężczyzn to była doskonała szansa na uwolnienie się od domowego kieratu i przemocy. Potrzebne były ręce do pracy, więc kobiety bardzo chętnie porzucały obowiązki macierzyńskie by zająć się interesami lub poświęcić nauce czy bywaniu na salonach. To wtedy zrodziła się instytucja mamki – taki odpowiednik dzisiejszej niani w wersji hard. Dziecko tuż po urodzeniu oddawano do kobiety (zazwyczaj z niższej warstwy społecznej), która opiekowała się nim do około 5 roku życia. Po pierwsze było to wygodne, a po drugie modne. Kobiety mocno wtedy wierzyły, że karmienie piersią zabiera urodę. Chętnie więc wydawały swoje pociechy do opiekunek, które potrafiły nie przewijać dzieci po kilka dni i wieszać je na hakach pod sufitem w celu uniknięcia pożarcia przez zbłąkaną w izbie świnię. W takich warunkach śmiertelność dzieci była zatrważająca.  Sytuacji zaczęli przyglądać się urzędnicy, gdyż potrzebni byli ludzie do prac w fabrykach, które w tamtych czasach szerzyły się jak obecnie wycinka drzew w Polsce. Obmyślono więc chytry plan który miał zachęcić kobiety do samodzielnego wychowywania dzieci. Po pierwsze zaczęto chwalić urodę mamek (czyli burzono mit że karmienie piersią odbiera wdzięki). Po drugie wprowadzono wiele instytucji, gdzie propagowano wizerunek matki poświęcającej się dziecku i mężowi. W taką nową rolę obsadzono kobietę. Oczywiście bez pozbawienia jej obowiązku pracy w fabryce czy zakładzie rzemieślniczym swego małżonka. Zrodziła się nowa kobieta u nas znana pod nazwą Matka Polka.

Wiek XIX i XX

Znalazły się jednak takie panie, które nie poddawały się mocnym oddziaływaniom społecznym i walczyły o reformę prawa rodzinnego, prawo wyborcze i ekonomiczne warunki życia kobiet (pierwsza fala feminizmu) oraz kwestie kobiecej seksualności, prawa do aborcji (druga fala feminizmu). I choć ich działania były krytykowane także przez kobiety nie utożsamiające się z feministkami, to właśnie tamtym wojowniczkom zawdzięczamy dzisiejszą sytuację…

DZISIAJ

No cóż… ideałem jest związek partnerski oparty na wspólnym zrozumieniu, równość w wypełnianiu obowiązków domowych, możliwość realizacji aspiracji zawodowych obu stron. Pisałam więcej na ten temat tutaj. Na pewno w mniejszym lub większym stopniu gnieżdżą się w nas przekonania wpajane kobietom w tych wszystkich epokach. Ale jak jest – odpowiedzcie sobie sami. Niby jesteśmy nowocześni, ale wystarczy spojrzeć na przypadek Rupi Kauer – pisarki i performerki, która swoją sesją zdjęciową na zakrwawionym od miesiączki prześcieradle przyprawiała cenzurę Facebooka i Instagrama o zawroty głowy. Zresztą ostatnio wyszła jej wyśmienita książka, która ukazuje esencję kobiecości, porusza tematy o których nikt nie chce mówić, a którą każda kobieta przeczytać powinna:

mleko i miód okładka książki rupi kaur

No cóż – bycie kobietą to skomplikowana sprawa 🙂

 

Książkę możesz kupić tutaj

 

zdjęcie wyróżniające:Elido Turco – Gigi via Foter.com / CC BY-NC-SAElido Turco – Gigi via Foter.com / CC BY-NC-SA

Kuchnia wspólnego związku

Na pewne nieciekawe seminarium musiałam przeczytać pewną ciekawą książkę. „Rodzina partnerska jako relacja współzależnych podmiotów” autorka – Joanna Ostrouch-Kamińska – napisała, że większość osób z którymi rozmawiała podczas pracy nad materiałem przyznała, że „nie była przygotowana do funkcjonowania w codzienności przepracowanej rodziny”. Nie była, bo rozpoczynając wspólne życie, małżonkowie, oprócz wymiany ogólnych wyobrażeń odnośnie do kształtu swojego życia, nie znali swoich nastawień, na przykład do kariery czy dużego zaangażowania czasowego partnera w jego hobby.

Tworząc rodzinę we współczesnych czasach musimy zmierzyć się z wieloma dylematami, które często wiążą się z przedefiniowaniem wyobrażeń na temat związków i rodzicielstwa. Z jednej strony od dziecka jesteśmy bombardowani stereotypowymi wzorcami roli kobiety i mężczyzny, chociażby w wielu bajkach, gdzie występuje motyw księżniczki, której los zostanie odmieniony, jedynie poprzez pojawienie się walecznego księcia. Dalej kultura, szczególnie książki i film promuje miłość romantyczną, gdzie bardzo wyraźnie rysowane są role płciowe kobiety i mężczyzny, a obraz taki zazwyczaj bywa sprzeczny z rzeczywistością. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dodatkowo nasi rodzice tworzyli związek patriarchalny – ojciec był głową rodziny, a matka zajmowała się głównie dbaniem o dom i opieką nad dziećmi. Pojawia się wewnętrzny konflikt, ponieważ w opozycji do takich schematów w dzisiejszych czasach trendem jest rozwój i indywidualizm. Kobieta osiąga spełnienie nie tylko w roli matki i żony dbającej o ciepło domowego ogniska, ale też w sferach zawodowych. Za tym argumentem stoi chociażby fakt coraz późniejszego decydowania się na założenie rodziny, a tym bardziej posiadanie dzieci. W pierwszej kolejności należy zdobyć wysokie wykształcenie oraz wyrobić sobie pozycję zawodową, która pozwoli na szybki powrót do pracy po urlopie macierzyńskim. Temu zjawisku sprzyja polityka społeczna nastawiona na zwiększanie aktywności zawodowej kobiet – na przykład „Kobiety na politechniki” czy wszelkie programy unijne, których jednym z priorytetów jest wspieranie aktywności zawodowej kobiet. I nie mówimy już tutaj o podjęciu przez kobiety pracy w celu zarobkowym, „podreperowania” budżetu domowego, tylko o świadomej karierze, która bardzo często pochłania dużą część energii i zasobów.

I tutaj zaczyna się wyzwanie, któremu współczesna rodzina musi podołać. Bo ideałem jest związek partnerski oparty na wspólnym zrozumieniu, równość w wypełnianiu obowiązków domowych, możliwość realizacji aspiracji zawodowych obu stron. Kiedy do rodziny dołączy dziecko, poprzeczka się podnosi, bo młodemu człowiekowi należy zapewnić odpowiednie warunki do rozwoju. Celowo użyłam określenia młody człowiek, gdyż wskazane jest aby dziecko traktować jak osobę równą sobie, z poszanowaniem jego zdania i uczuć. Wszystko pięknie brzmi w teorii, ale w praktyce wygląda to tak, że dwie osoby o różnych wzorcach i wyobrażeniach na temat rodziny, muszą stworzyć w miarę stabilny team, potrafiący funkcjonować w społeczeństwie. Jak przedstawiła w swojej pracy Ostrouch-Kamińska, niestety, ta równość w związkach jest bardzo często pozorna. Wciąż w dużej mierze większość obowiązków domowych przypada kobietom, podczas gdy mężczyźni wspierają je tylko w niewielkim stopniu.

Ale uwaga! To wcale nie wynika tylko z męskiego podejścia! Okazuje się, że często to same kobiety nie pozwalają na równy podział ról. Wiele z nich z jednej strony chciałoby sprawiedliwego podziału obowiązków, a z drugiej wolą wypełniać je osobiście, gdyż nie wierzą, że ich partnerzy zrobią coś równie dobrze jak one same. Wystarczy im sam podziw partnera za to jak doskonale sobie radzą oraz okazanie zrozumienia. Do takiego postępowania motywuje je także osiągnięcie pewnego prestiżu społecznego – bycia postrzeganym jako kobieta która realizuje się zawodowo, jest doskonałą matką, a do tego ma zawsze świetną fryzurę, ubiór i paznokcie. Nie dość, że tych ról jest coraz więcej, to zmienił się także model rodziny. Kiedyś w opiece nad dziećmi pomóc mogli dziadkowie, a dziś młode pary mieszkają same, często bardzo daleko od swoich rodziców. Pojawia się więc dylemat, czy wynająć opiekunkę dla dziecka, której de facto trzeba zapłacić? Niektóre kobiety odczuwają duże wyrzuty sumienia, że ich dziećmi opiekuje się ktoś inny. W jakimś stopniu próbują sobie to racjonalizować, uznając że liczy się jakość a nie ilość spędzanego czasu z pociechami. Potrzeby partnera są spychane na niższe szczeble drabiny ważności, a nawet jak pojawi się okazja do spędzenia wieczoru tylko we dwoje, to często występują wyrzuty sumienia i poczucie bycia złą matką. Bo taka kobieta myśli sobie, że ten czas powinna poświęcić dziecku. Kobiety nie mają łatwo!

Dzisiejsze czasy dają nam wolność wyboru, ale co za tym idzie, trzeba samemu ponieść odpowiedzialność za podjęte decyzje. Kiedyś rola kobiety i mężczyzny była dokładniej określona, zawierała się w sztywnych schematach. Każdy wiedział jaką rolę pełni w rodzinie i raczej trzymał się z góry napisanego scenariusza. Dziś wszystko zależy od partnerów – od ich wspólnych decyzji, tego co uzgodnią między sobą, a przede wszystkim wypracują. Jak napisałam wcześniej, dwoje obcych dotąd sobie ludzi spotyka się i konfrontuje, bardzo często różne, swoje własne przekonania, wyobrażenia, ideały. I to od samego początku od obydwu stron zależy, jak będzie wyglądało ich wspólne życie. Nie jest to łatwe w czasach konsumpcjonizmu, gdzie rzeczy, które nie działają, można szybko wymienić na lepsze i sprawniejsze. Związek to nie jest gotowy produkt, a raczej składniki. I choć stereotypowo kuchnia jest domeną kobiet, to smak związkowej potrawy zależy od wspólnej pracy obu stron, tym bardziej że podobno faceci są równie dobrymi kucharzami (a jak sami często twierdzą nawet lepszymi od kobiet). I tego życzę każdej pani – aby partner był równie zaangażowany w kuchnię ich wspólnego związku.

 

zdjęcie wyróżniające: shutterstock.com